Strona główna

[Yon Oni no Uji] Taniec Stonogi




Przeciętny wieczór na Akihabarze. Deszcz rozsiewajacy światła neonów po całej ulicy. Sklepy pełne ludzi, salony gier, brzęczące - irytująco - automaty do DDR. Interesy bardziej lub mniej legalne, kwitnące w biurach.



Kanda zawsze kontrastowała z Akihabarą. Spokojna okolica pełna spokojnych ludzi. Nawet gliniarze wracali tu do domu przed dziesiątą. Na przykład ten, na którego czekał.


Samochód zatrzymał się przed domem. Tai wyszedł powoli spod drzewa.


- Hoshina.


Wysiadający mężczyzna rozejrzał się. Tai westchnął w duchu. Jego dawny przyjaciel... partner.. rozlazł się, brakowało mu dawnego refleksu. Spostrzegawczości, którą kiedyś tak podziwiał.


- Tutaj.

Policjant wreszcie go zauważył. - Przepraszam, czy my... - urwał, kiedy zobaczył twarz Tai'a w świetle lampy.


- Niespodzianka.


- Ty... - Hoshina cofnął się - ...ty przecież...


Ponury uśmiech.


- Technicznie patrząc, rzeczywiście. Nie żyję. Ale wiesz, co mówią o tragicznie zmarłych...


Oczywiście, że wiedział. Hoshina był
edokko, zasiedziały tu od pokoleń. Każdy tutaj znał stare tradycje, każdy wiedział o głodnych duchach.

Kolejny krok w tył, ręka pod marynarkę.


- Spokojnie... - uśmiech wampira stał się bardziej łagodny. - Nie przyszedłem cię skrzywdzić, za co? Potrzebuję twojej pomocy. Domyślasz się, co mnie tu trzyma?...


Policjant opuścił ręce. Bez broni.


- T...tamto śledztwo... stanęło w miejscu - wykrztusił. - Odsunęli mnie od sprawy. Nie postawili mu żadnych zarzutów. Nie mieli wystarczajacych dowodów, świadkowie nie żyli.

- Nie szkodzi... Załatwię sprawę sam. Teraz już wiem, że to on... Nie spodziewał się, że po niego wrócę. Pomóż mi, to będę mógł spokojnie zostawić to życie za sobą.


Cisza.


Wampir westchnał i odwrócił się.

- Czekaj. Pomogę ci... Co mam zrobić, Kuruma?


Kuruma. Nazwisko, które zostawił za sobą. Używał go tylko wtedy, gdy musiał.


Przeżyć tysiąc żyć, każde piękniejsze od poprzedniego. Ichichiyo, Tysiąc Pokoleń, Tysiąc Pięknych Żyć.


Skrzywił się. Zanim zacznie się bawić w nowe życie, musi zamknąć stare. A to zależało już tylko od jednej sprawy.


Stare kontakty pozwoliły mu śledzić każdy ruch tego sukinsyna. Nie ma jak policja. Nie mogli postawić mu solidnych zarzutów, ale jeden świadek ciągle tu był. I lepiej niż cały oddział policji mógł załatwić sprawę.


Wysoki, przystojny facet po czterdziestce, w nienagannie skrojonym garniturze, wyszedł z budynku i wsiadł do samochodu. Tai ruszył za nim.


Następnego dnia wszystkie stacje telewizyjne nadawały jedną wiadomość.


Koichi Ashino, szanowany biznesmen, został znaleziony martwy w swoim apartamencie. Chociaż kilka lat temu był przesłuchiwany jako podejrzany w sprawie o serię bestialskich morderstw, jego śmierć potwierdziła jego niewinność.


Został zabity w ten sam sposób, co ofiary sprzed lat.


Młody chłopak w garniturze uśmiechnął się i wyłączył telewizor.


- Tanaka? Jeśli Ichichiyo pojawi się wieczorem, przyślij go do mnie...


Chociaż szczerze wątpił, czy jeszcze spotka Ichichiyo Tai'a.

Taniec Mądrej Stonogi właśnie się zaczynał.

Wysłane 2005-08-31 17:28:10
skomentuj (0)