Strona główna

[Yon Oni no Uji] Upadek


Czuwała od od zachodu słońca. Właściwie już dawno przestawiła się na nocny tryb życia, choć czasem miała z tym jeszcze problemy. Ostatnie noce były szczególnie trudne... nie, były po prostu jednym pasmem stresu. Wiedziała, że stan Hirokiego pogarszał się - znała filozofię Ścieżki i konsekwencje odstępstw, których się dopuszczał. Między innymi dla niej. Powoli zaczynała żałować, że jednak nie zgodziła sie na towarzystwo Uesugiego. Ostrzegał ją, że Hiro-kun może być niebezpieczny, gdy obudzi się z Małej Śmierci. Zlekceważyła go, a teraz z godziny na godzinę miała coraz gorsze przeczucia.


Ciało leżące na łóżku drgnęło i podniosło się powoli. Świadomość że jego rany nie krwawią tak jak ludzkie zawsze budziła w niej dyskomfort, ale teraz wyglądało to po prostu koszmarnie. Rozcięte, ale leczące sie już mięśnie drgały i ślizgały się pod porozdzieraną skórą, bladą i zwiotczałą jak u trupa.


Nie to jednak najbardziej ją przerażało. Kiedy oczy Hirokiego otworzyły się, jej strach znalazł o wiele lepsze źródło. Znała te oczy; ich białka były czarne, a w środku paliły się potworne czerwone ogniki.


Nie zdążyła nawet krzyknąć, a już był na niej, przygniatając ją do podłogi. Jedna jego ręka zgniatała oba jej nadgarstki, szpony drugiej wbijały się w pierś. Blade wargi demona rozchyliły się, odsłaniając długie, błyszczące kły.


- Nie... Hiro-kun... Proszę, nie... - wykrztusiła. - Nieee!


Potwór zaśmiał się i zatopił zęby w jej szyi. Zawyła, jego jad rozlał się po całym jej ciele. Nie spieszył się. Wysysał z niej krew powoli, jakby rozkoszując się zadawanym jej bólem. Jego ręce błądziły po całym jej ciele, pazury rozdzierały ubranie i skórę. Płakała, ale nie była w stanie go odepchnąć.


Nagle jego zęby znów zacisnęły się, wyrywając z jej gardła kolejny jęk. Przez moment widziała znów jego oczy - stalowoszare i przerażone. Potem usłyszała jego oddalające się szybko kroki. Z trudem uniosła się do pozycji siedzącej i pustym wzrokiem potoczyła po pokoju. Wyciągnęła komórkę i wybrała numer Uesugiego, zanim zrobiło jej sie ciemno przed oczami. Osunęła się znów na podłogę.


- Hiroki...


=+=


KURUMA TAIKI!!!


Głos demona przetoczył się jak grom nad Miastem. Gdzieś za plecami byłego policjanta rozległy się skrzeczące echa.


Kururumaa! Taiiikkiii! Krrruma!

Uciekał, choc wiedział że nie ma to sensu. Przez ramię widział pełzające po ulicach cienie goniących go demonów... i innych potępieńców. Kilku z nich znał jeszcze z czasów przed Miastem. To jemu zawdzięczali to, że tu trafili. I koniecznie chcieli mu się odwdzięczyć. Robili to co dzień i co noc, chociaż tutaj te pory zlewały się w jedno pod jednostajnie niebieskim, dziko rozbłyskającym niebem - okiem Króla.


Cios w pierś ściągnął z powrotem jego uwagę. Między jego żebrami tkwiło długie, czarne ostrze. Stalowy żołnierz oparł o niego stopę i pociągnął; Taiki upadł i od razu podniósł się na kolana, ale wiedział, że już tylko na tyle go stać. Śmierć znowu rozlewała się zimną falą po jego ciele. Parsknął histerycznym śmiechem, patrząc w górę, prosto we wszystkowidzące, niezmienne oko Mikaboshiego.


Uciekał przed karą za swoje poczucie sprawiedliwości. I nigdy się nie udawało.


Cóż, pozostawał kolejny dzień.


=+=


Wycie. Wściekłość. Żal. Głód.


Płomień o trojgu oczu, wpatrujący sie w struchlałego potwora.


Obudziły go krople deszczu na twarzy. W wilgotnym powietrzu unosił się zapach kadzideł. Jakiś młody głos śpiewał monotonną pieśń.


Cały ból opuszczał go teraz, ściekając wraz z wodą w ziemię, żywioł z którego wyszedł. Upadek był bolesny, ale być może warto było cierpieć.


Pieśń urwała się. Otworzył oczy; na tle zachmurzonego wieczornego nieba zamajaczyła znajoma szczupła sylwetka.


- Uesugi... - uśmiechnął się. Tygrys patrzyłna niego bez słowa, jego twarz jak zwykle wyrażała niemożliwe do rozszyfrowania uczucia.


W umyśle przebudzonego ta mska zaczęła sie nagle zmieniać. Rzęsy wydłużyły sie, ocieniając czarne oczy, włosy przyjęły barwę ognia; twarz bladła, a wargi zaróżowiły się i ułożyły w lekki uśmiech.

Shuimei. Siostrzyczka. Patrząc w przeszłość, nawet nie zauważył jak szybko przyzwyczaił się do kobiecego wcielenia swojego przyjaciela. Uesugi były dobrym Szeptem, gdyby ta Ścieżka miała jeszcze jakiś sens. Dla niego już nie miała. To było, miał nadzieję, jego ostatnie wcielenie.


W jego głowie nagle pojawiła się trzecia twarz. Dziewczyna, któa z uporem godnym lepszej sprawy szła wiernie razem z nim, Ścieżką, którą dla siebie wybrał. Szła z własnej woli, bo go kochała. Roześmiana. Poważna. Przerażona. Umierająca.


Rzeczywistość wreszcie upomniała się o swoje. Teraz pamiętał. Ostatnią walkę. Małą Śmierć. Przebudzenie. Głód. Ognistego Żurawia o trzech oczach, pożerającego - nie, ratującego - jego oszalałą duszę.


Ale przede wszystkim pamiętał gorzki, upajający smak jej strachu, jej agonii. Jej. Nanako.


Chmury rozwiały się, ale jego twarz pozostała mokra.


- Uesugi... Ja ją zabiłem...

Wysłane 2005-12-07 15:31:25
skomentuj (1)